×

Listopadowe LOVE

Koniec grudnia to czas podsumowań, ale zanim zrobię bilans ostatniego roku, wrócić powinnam nie tylko do bieżącego miesiąca, ale też do listopada. Co się wtedy u mnie działo?


Weekendy
Listopad to dwa długie weekendy, ale dla mnie najważniejsze były nie one, a ten spędzony w Gdańsku. Późną jesienią tam jeszcze nie byłam. Pięknie, pusto, zimno i intensywnie. Chodziliśmy po Głównym Mieście, spoglądaliśmy na Trójmiasto z lotu ptaka, uczestniczyliśmy w Festiwalu Kobiet Internetu. Spodobało mi się miasto takie inne niż latem (które i tak pamiętam jak przez mgłę ze szkolnej wycieczki i szybkiego zwiedzania dwa lata temu). Spokojne. Puste, szczególnie o 9 rano, gdy można było chodzić uliczkami, robić zdjęcia i natknąć się na zaledwie kilka osób, spiesznie gdzieś idących. Turystów niewielu. Na pewno tam wrócimy, najchętniej w listopadzie właśnie.





Książkowo: Colleen Hoover
Listopad należał do tej autorki! Nadrabiałam nieprzeczytane i pochłonęłam aż trzy jej powieści: Too Late, Wszystkie nasze obietnice i Coraz większy mrok. Każda inna. Ta pierwsza mnie zawiodła, za dużo erotyki. Druga cudowna i wzruszająca. Trzecia zaś zaskakująca i wyjątkowo dobra. Przeczytałam już wszystkie wydane w Polsce książki tej autorki (oprócz krótkiej Szukając Kopciuszka) i z niecierpliwością czekam na kolejną.

Modowo: Coś ciepłego
W listopadzie trochę się ochłodziło, a najgorszy oczywiście był wiatr. Wyjazd do Gdańska łączył się z udziałem w Festiwalu Kobiet Internetu, zamarzyła mi się więc nowa sukienka. Jakaś ciepła. Nie znalazłam żadnej w rozsądnej cenie, ale w lokalnym outlecie natknęłam się na świetną spódnicę. Wygląda jak uszyta z koca. Do tego dopasowałam bladoróżowy golf. Było mi więc cieplutko, a za ten zestaw zapłaciłam niewiele ponad 70 zł! Niestety ze smutkiem odkryłam, że tuż przed Świętami outlet, który funkcjonował u nas dobre parę lat, został właśnie zamknięty.

Wnętrza: Wolne Miasto
O tym, że Główne Miasto Gdańsk jest piękne i ciekawe architektonicznie nie trzeba nikogo przekonywać, więc nie muszę rozpisywać się i zachwycać, żeby Was namówić na wizytę. Chciałam Wam jednak polecić świetny hotel, tuż przy Złotej Bramie, zaledwie 10 minut pieszo od dworca kolejowego. Wolne Miasto. Niepozorne wejście w niewielkiej uliczce Świętego Ducha można przegapić, ale od progu zachwyca wnętrze. Recepcja z wielkimi, straymi fotelami i ogromnym biurkiem, zegar kredensowy. Dalej jest jeszcze piękniej. Cudowne, kręcone schody wyłożone czerownym dywanem. Zapewniam, że nie będziecie jeździć windą. I pokoje. Każdy pokój nosi nazwę jednej z gdańskich uliczek. Pokoiki są przytulne, funkcjonalne i można w nich poczuć klimat tego starego miasta. Ściany pokoi zdobią stare zdjęcia, rysunki ulic, od których wzięły nazwę. Śniadania smaczne, obsługa przemiła (pierwszego dnia w recepcji obsługiwał nas nawet jeden z finalistów 7 edycji TOP MODEL) i wszędzie blisko.



Kosmetycznie: Zwykłe-niezwykłe
Jakiś czas temu szukałam czegoś do mycia twarzy. Kosmetyku naturalnego, a jednocześnie w opakowaniu nadającym się do recyklingu. Trochę w ciemno zamówiłam (Nie)zwykłe szare mydło z Nowa Kosmetyka. Zawiera olej ze słonecznika, wodorotlenek potasu, olejek z drzewa herbacianego i witaminę E. Sprzedawany jest w szklanym opakowaniu. Używam go od ponad dwóch miesięcy. Do mycia twarzy, ale podobno sprawdza się też jako szampon (nie próbowałam, bo trzeba po nim użyć płukanki). Ja robię w nim również szybkie przepierki.
Świetnie oczyszcza skórę, nie wysusza jej i nie napina, ale lekko nawilża i natłuszcza. Jest wydajne, po dwóch miesiącach mam jeszcze ponad połowę opakowania. Cena niewielka- około 20 zł.

Kuchennie: Makarony świata
W październiku, wydana przez Edipresse, miała swoją premierę książka Beaty Pawlikowskiej-Makarony świata. To nie jest typowa książka kucharska, chociaż nie braknie w niej przepisów. Oprócz nich są opowieści. O krajach, zwyczajach, makaronach. Jego rodzaje, historyczne ciekawostki. Książka zawiera ponad 70 przepisów. Wypróbowałam kilka. Zachwycił mnie makaron z pietruszkowo-szpinakowym pesto, z pomarańczą i orzechami nerkowca. Uwielbiam smak takiej zieleniny.

Muzycznie: Dwa koncerty
Na koncert zespołu The Dumplings czekałam z niecierpliwością. Trasa Przykro mi, to ostatnie koncerty przed chwilową przerwą w działalności zespołu. Pierożki poznaliśmy na Męskim Graniu i bardzo nam się spodobali, więc nie wahaliśmy się z zakupem biletów, kiedy okazało się, że grają w pobliskich Obornikach. Koncert niewielki, w ośrodku kultury, niestety początkowo siedzący. Na szczęście publiczność się rozruszała i na końcu już wszyscy tańczyli w rytm muzyki. A ta była Świetna. The Dumplings nie zawiedli i naprawdę mi przykro, że nie wiadomo kiedy powrócą w tym składzie na scenę.
Drugi koncert zaliczyliśmy w ramach Festiwalu Kobiet Internetu. Zaproszono Anię Karwan i o ile jej głos zachwycał mnie na nagraniach, a utwory wpadały w ucho, tak na żywo niestety nie zachwyciła mnie. Być może nagłośnienie w górnych rzędach sali (znów na siedząco, w dodatku bardzo wąsko), było do kitu. Nie dotrwaliśmy do końca.

Filmowo: Zimowo
W listopadzie powiało w kinie chłodem, a nawet lodem. Obejrzałam jeden świąteczny film,a drugi wprost z krainy lodu.

1800 gramów, reż. Marcin Głowacki. Ewa pracuje w ośrodku preadopcyjnym i szuka dla niemowląt rodziców idealnych. Tuż przed Gwiazdką trafia do nich Nutka- dziewczynka, która zdaje się nie słyszeć. W ośrodku zjawia się także Wojtek, facet, który ma wyremontować jedną z sal. Do mieszkania Ewy zaś tymczasowo wprowadza się jej brat, który odszedł od żony. Kobieta musi poradzić sobie z własnymi problemami z rodziną, kłopotami ośrodka i znalezieniem rodziców dla Nutki.
Totalnie się zawiodłam. O ile wcześniejsze, świąteczne filmy produkowane przez TVN (Listy do M i Miłość jest wszystkim) bardzo mi się spodobały, tak ten był jakiś taki chaotyczny, bez ładu, mało świąteczny, bez klimatu i na pewno nierelany. Był mdły, a wcale nie słodki.

Kraina Lodu 2, reż. Jennifer Lee, Chris Buck. Ardendel grozi niebezpieczeństwo. Elsa przez przypadek budzi dziwne siły, które mogą zniszczyć królestwo. Wraz z siostrą, Anną, udają się do Zaczarowanego Lasu, gdzie odkryć muszą tajemnicę z przeszłości, dotyczącą ich rodziców. Towarzyszą im także Olaf oraz Kristof ze Svenem. Dostawca lodu chce oświadczyć się Annie, ale nie ma pojęcia, jak się do tego zabrać.
Chociaż o filmie krążą rozmaite opinie, ja zdecydowanie należę do jego fanów. Uwielbiam Elsę i Annę, więc byłam równie zachwycona, jak moja 7-letnia córka. Muzyka, historia, humor, wszystko w tej bajce idealnie się zgrało. Oczywiście pierwsza część zawsze jest najlepsza, ale kontynuacja Krainy Lodu mnie nie zawiodła. Piękna opowieść o sile miłości. Bajka z przesłaniem.

Blogowo: Kobiety Internetu
Najwięksszym wydarzeniem listopada był oczywiście Festiwal Kobiet Internetu, na który pojechałam do Gdańska. Zorganizowany m.in. przez Anię i Jakuba Zając z Fashionable.com.pl Dwa dni wypełnione prelekcjami i warsztatami, a do tego piątkowe wycieczki oraz sobotnia impreza. Dwa dni informacji i inspiracji. Wzięłam udział w sześciu warsztatach, jednych lepszych, innych gorszych, ale na każdym się czegoś nauczyłam i dostałam solidną dawkę motywacji do tworzenia. Mam nadzieję, że pierwsza edycja była tylko początkiem i w następnym roku odbędzie się kolejna. Przyjadę na pewno!
Co najchętniej czytaliście w listopadzie? Szukaliście inspiracji Co kupić dzieciom na Gwiazdkę w skzole czy przedszkolu? przepis na jesienne ciasto z gruszkami oraz sprawdzaliście moje listopadowe lektury. 

Listopad. Odhaczony, podsumowany. Zostaje w pamięci. Wkrótce czas na grudzień. Czas zdecydowanie zbyt szybko mija...

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Podziel się z nami swoją opinią :)

Copyright © domatorka.blog , Blogger