×

(Nie)Młodość. Czy kobiecość ma termin ważności?



Starość ma to do siebie, że pakuje się niepytana. Zaznacza swoją obecność coraz mocniej z każdym kolejnym rokiem, z każdą chorobą, trudniej gojącymi się skaleczeniami, z bólem stawów, kości, wypadającymi włosami. W zasadzie nie można jej zarzucić, że przychodzi znienacka. Tak naprawdę już w dniu narodzin obserwuje nowe życie i skłąda mu na czole pocałunek jak pieprzona wróżka Śpiącej królewnie. Klątwa jest podoba- koniec końców wszyscy zasną snem wiecznym. Ewentualny rycerz to jedno wielkie mydlenie oczu. 



Nieuchronnie zbliżają się moje trzydzieste urodziny. Już w styczniu, kilkanaście dni po nowym roku wybije mój dzień i dwójkę z przodu zastąpi trójka. Jako nastolatka uważałam, że po trzydziestce to już nie ma życia. Że to już taki przedsionek starości. Dwudziestolatka to jeszcze w miarę młoda osoba, studiuje, bawi się, a po trzydziestce to już tylko praca, dom, dzieci i zero radości z życia. Trochę jakby na przkór trendom zafundowałam sobie tę pracę, dom i dzieci grubo przed trzydziestką, tę radość jednak zachowując. Niby z dnia na dzień nic się nie zmieni, mam jednak przed tą zmianą kodu lekką tremę. 

Lustra nie kochają starych ludzi. Są dla niech jeszcze bardziej złośliwe niż zwykle. Bardziej ostre, wyraziste, niemal bezlitosne. Nic dziwnego, że im człowiek starszy, tym rzadziej w nie patrzy. A gdyby podjąć wyzwanie? Wygrać z własnym odbiciem i pokazac mu środkowy palec?


Trzydziestka to jednak nie straość! To nadal młodość, całe życie przede mną. Również przed trzydziestoletnią Martą, jedną z bohaterek ostatniej powieści z trylogii (Nie)... Nataszy Sochy. Marta czuje się jednak przegrana. Wspólniczka ją oszukuje, a kobieta traci swój biznes i pracę z dnia na dzień. W dodatku kosmetyczce wcale nie jest łatwo znaleźć nowej pracy. Ostatecznie zaczepia się na pół etatu w seks shopie, a na drugie pół zatrudnia ją dom opieki Hebe, gdzie roi się od starszych osób, z którymi młoda dziewczyna niekoniecznie potrafi znaleźć wspólny język. 
Jednakże jedną z mieszkańców domu jest Klarysa (tak, ta sama, która spowodowałą wypadek w (Nie)miłości). Zapomina ona coraz więcej, więc mieszkanie samemu może być dla niej niebezpieczne, wnuk wyjeżdża za granicę, a Klarysa nie chce mieszkać z synem. Hebe staje się więc jej nowym domem, chociaż ona sama nie chce poddać się starości. 
Drogi tych dwóch kobiet przecinają się i pomimo początkowej niechęci oraz różnicy wieku, dostrzegają, że wiele je łączy...


(Nie)młodość to już ostatnia część, po (Nie)miłości i (Nie)piękności. I chyba najlepsza. Autorka potrafi odczytać ludzkie zachowania i stworzyć przepiękną opowieść o nas samych. Zabawne dialogi przeplata z refleksjami o życiu i przemijaniu. Nie owija w bawełnę. Ukazuje co nas czeka, jak wygląda schyłek życia. Jak wygląda życie w ogóle, że nie jest słodkie i idealne, że problemy nie są wyolbrzymione jak w innych powieściach. Może i historie nie są autentyczne, ale są niezwykle prawdziwe. Rutyna w związku, ocenianie po wyglądzie i w końcu omijanie starości szerokim łukiem lub strach przed nią. 

Starości nie można zamalować. Schować pod fluidem i pomadką. Można ją tylko nosić, często ze wstydem, czasem z obojętnością, rzadziej z dumą. I przynajmniej próbowac wciąż tańczyć jak wtedy, gdy było się młodą dziewczyną. 


Czy kobiecość ma termin ważności? Dla mnie nie ma. Osoba starsza też ma prawo czuć się piękną, też ma prawo korzystać z życia, żyć z godnością. To, że zakładamy sukienkę ze zmarszczek nie oznacza przecież, że ta sukienka jest brzydka i ogranicza nasze ruchy i decyzje. Klarysa też nie chce się jej poddać. Chce jeszcze coś z tej kwaśnej cytryny wycisnąć, poczuć jej intensywny smak. Spełnić marzenia, bo na nie nigdy nie jest za późno. Marta zaś się uczy, że zaczynać od początku można w każdym wieku, a młodość ze starością może się zaprzyjaźnić i czerpać od niej wiele życiowej mądrości. 

-Jeśli mam alzheimera, to może zapomnę umrzeć?- powiedziała głośno i nawet się roześmiała. 

Proza życia może być piękna, bo jest nasza, jest częścią nas i chyba to właśnie próbuje nam przekazać w swojej trylogii Natasza Socha. (Nie)Młodość to po prostu kolejny etap życia, z którym musimy się zmierzyć, a tylko od nas zależy, czy stawimy mu czoła z humorem i godnością. 

Dotarło do mnie, że starość jest wszędzie. Nie tylko w kolejkach do apteki czy poczekalniach u lekarzy. Nie tylko samotnie krusząca bułki dla kaczek w pobliskim parku albo zajmująca miesja w autobusach. Starość jest też na ulicach, w kawiarniach, kinach, sklepach i na przystankach. Owszem, często strudzona, schorowana i ajakś taka grymaśna. Ale też pełna niewymuszonego uśmiechu, dobrotliwego spojrzenia, gotowa na spontaniczną rozmowę. Starość spotyka się z młodością, patrzy jej prosto w oczy, zagaduje. Czasem idzie za nią kilka kroków do tyłu, a czasem ją wyprzedza. Czasem idą ramię w ramię. 


Cała trylogia ukazała się nakładem wydawnictwa Edipresse.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Podziel się z nami swoją opinią :)

Copyright © domatorka.blog , Blogger